W końcu stało się to, co wielu ekspertów i użytkowników przewidywało od dawna: przeglądarka Chrome wyprzedziła pod względem popularności wieloletniego konkurenta, z którym przegrywała od dawna, czyli Firefoxa. Na pierwszym miejscu ciągle znajduje się Internet Explorer.W chwili obecnej
Chrome ma 25,69% udziału w rynku, Firefox 25,23%, a Internet Explorer 40,63%. Sukces Google jest o tyle godny podziwu, że korporacja osiągnęła go w zaledwie nieco ponad trzy lata, ponieważ pierwsza wersja jej przeglądarki została udostępniona u schyłku 2008 roku. Od tego czasu jej popularność sukcesywnie wzrastała, lecz długo nie była większa niż Firefoxa. Chrome przez wiele miesięcy plasował się bowiem tuż za popularnym liskiem, biorąc pod uwagę liczbę użytkowników. Dziś ta
sytuacja uległa jednak zmianie.
Wykres popularności przeglądarek internetowych obejmujące ostatnie tygodnie.Sukces Google oznacza jednocześnie
wielką porażkę Mozilli. Producent popularnego Firefoxa, istniejącego na rynku dwa razy dłużej niż Chrome, nie umiał utrzymać wysokiej popularności, która osiągnęła szczyt w momencie pojawienia się trzeciej wersji przeglądarki. Choć okazała się ona dużym krokiem naprzód, to kolejne wersje długo się nie pojawiały, co skrzętnie wykorzystało Google, udostępniając i regularnie rozwijając swój produkt. Kiedy w końcu zaprezentowano czwartą odsłonę Firefoxa, a za nią bardzo krótkim czasie kolejne,
nie okazały się one sukcesem na miarę trzeciej edycji, dlatego Chrome mógł coraz szybciej doganiać swojego największego konkurenta.
Ostatnie aktualizacje Firefoxa, choć są bardzo częste, nie wnoszą nic nowego do przeglądarki Mozilli.I dzisiaj dogonił. Co więcej,
nie wygląda na to, aby Chrome miał szybko opuścić drugie miejsce, ponieważ wydaje się, że Mozilla nie ma pomysłu na rozwój swojego flagowego produktu. Kolejne wersje nie wprowadzają żadnych znaczących zmian, a jeśli już takowe się pojawiają, to często okazują się funkcjami, które przeglądarka Google już posiada. Jeżeli dziesiąta wersja Firefoxa nie okaże się zapowiadanym przełomem, to
może to oznaczać początek końca liska. Miejmy jednak nadzieję, że tak się nie stanie, gdyż bądź co bądź jest to wielce zasłużony produkt.